Wegen der Pandemie, haben wir den Bericht über die Wallfahrt nach Georgien noch nicht beendet.

Gruzja

Celem mojej pielgrzymki była Gruzja. Mój prom przypłynął do Batumi rankiem 25 stycznia. Zostało już tylko 600 km do końca, czyli do monastyru Bodbe na wschodzie tego kraju. Batumi przez swój subtropikalny klimat bardziej przypomina Miami niż znane mi nadmorskie miasta. Wszędzie rosną palmy, drzewa mają liście przez cały rok. Temperatura w lutym była w okolicach 15 stopni. Mandarynki rosną tu dziko jak u nas jabłka czy wiśnie. Pierwszym miejscem, do którego musiałem dojść był położony 9 km od Kutaisi monastyr Gelati, gdzie według części gruzińskich historyków znajdować się ma grób św. Tamary. Zanim tam się znalazłem 2 lutego, miałem przekonać się o tym co pisał Kapuściński. Gruzja to morze i góry. Do tego pogoda na przestrzeni 30 km potrafi się zmienić jak w kalejdoskopie. Jednego dnia szedłem przy 14 stopniach i słonecznej pogodzie, następnego dnia było 7 stopni i cały czas padał deszcz, w końcu trzeciego dnia w górach napadało 13 cm śniegu i temperatura spadła do – 4 stopni. Wszystko na przestrzeni trzech dni i 60 km!

Od Gelati zaczęły się ostatnie 19 dni mojej pielgrzymki. Przez Gori, miejsce urodzin Stalina gdzie cały czas stoi jego dom i jest jego muzeum. Przez stolicę tego pięknego kraju czyli Tbilisi gdzie poznałem pierwszego Gruzina wyświęconego na księdza, Zuraba Kakachishviliego. Z Tbilisi do Bodbe było 108 km. Szedłem cztery dni. 21 lutego, po 5 miesiącach i 10 dniach i blisko 3 400 km znalazłem się u grobu kobiety która przyniosła chrześcijaństwo do Gruzji, tym samym kraj ten stał się drugim państwem na świecie, który oficjalnie przyjął tę religię jako państwową. Do Tbilisi wracałem busem. To co przeszedłem w 4 dni teraz pokonałem w 2 godziny… To, że udało mi się pokonać tę drogę i wszystkie przeciwności zawdzięczam przede wszystkim Bogu.